Po raz pierwszy od czasu naszej znajomosci Wojtek oficjalnie przyznal, ze wie o wszystkim. Od dawna bylem przekonany, ze wie, ale dopiero tym pytaniem wyjasnil rzecz ostatecznie. Niespokojne, burzliwe uczucie do Marcina. To nie jest scisle okreslenie. W pewnym sensie, przynajmniej, nie jest scisle. zadna przesada! Milosc toczy ci szara substancje, niedlugo zostanie z niej goly matematyczny ogryzek! Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. Nie powiedzial nic wiecej, a ja nie moglam pytac. No, nie moglam. Ekskluzywne meble tapicerowane Skoraszewice. Tel 661764075
Strona główna

Ekskluzywne meble tapicerowane Skoraszewice. Tel 661764075

Ekskluzywne meble tapicerowane juz w cenie od 260zł.
Dodatkowo oferujemy:
meble pokojowe,
stoły bilardowe,

Firma Kozłowski
Miasto Skoraszewice
Tel 800708023

Tematyka:
meble tapicerowane,
witryny,


Polecamy również:

Anna gorzko usmiechnela sie. Gdy pamiec przywolywala to dawne wspomnienie, zawsze ogarnialo ja wrazenie, iz cala odlegla przeszlosc w stosunku do zycia obecnego jest czyms nierealnym, jak gdyby zamknietym kregiem zdarzen nalezacych do innego zupelnie czlowieka. Nie znajdowala zadnej lacznosci pomiedzy soba a tamta mala dziewczynka sprzed kilkudziesieciu lat. Najchetniej tez odpedzala od siebie wspomnienia. Czemuz wiec teraz z tak czulym nieomal poddaniem pozwalala zagarnac sie plynacym z daleka obrazom? Wtedy zyla jeszcze matka. Wiele jednak godzin przebywala poza domem. Pracowala w krawieckim magazynie, miala tam duzo roboty. Czasem wyszedlszy rano, wracala poznym wieczorem. Nie bylo na to zadnej rady. Anna musiala sie poddac. Czula sie bezbronna i swiadomosc zaleznosci od spraw zawiklanych w inny, daleki, a jej niedostepny swiat, ktory na caly dzien zabieral matke, nie pozwalala szukac odpoczynku nawet w tych godzinach wczesnego przedpoludnia, ktore wypelnialo zycie skrzetne i pracowite, pelne zmudnej bieganiny pani Podhaliczowej, codziennie rozwijajace sie w tym samym rytmie, nanizane wedlug raz na zawsze ustalonego porzadku. Anna brala udzial w tych domowych obrzadkach. Pani Podhaliczowa lubila ja wciagac w krag swoich poczynan, lecz wszystko, co w ciagu przedpoludnia dokonywalo sie w malutkim, jak gniazdo osadzonym w kacie oficyny mieszkaniu, nie moglo wyrwac z serca drazniacego niepokoju. Juz budzac sie, zanim przezyla bolesna chwile rozstania z matka, myslala pelna leku o wieczornych chwilach oczekiwania jej powrotu. Najgorsze byly czasy zim. Budzila sie w nieprzyjaznych ciemnosciach, nieraz jeszcze w srodku nocy, ale poniewaz nie znala godziny zawieszonej w odleglym kacie pomiedzy monotonnym tykaniem zegara, bala sie usnac, aby nie przeoczyc chwili, w ktorej matka wstanie, po cichu ubierze sie i nie jedzac najczesciej sniadania odejdzie. Z czasem nauczyla sie rozpoznawac godziny po odglosach. Ale i wowczas walczyla z sennoscia, nie ufajac dzwiekom, ktore jak zle duchy przynosily z daleka nieublagane znaki. Wydawalo sie jej, ze w tym swiecie tajemnych, porannych poczynan moze pewnego dnia ulec wszystko naglej zmianie i gdyby zawierzywszy wiadomemu porzadkowi zasnela - matka odeszlaby bez pozegnania. Wolala wiec czuwac wobec niebezpieczenstwa. Wolala wybiegac mu naprzeciw. A jednoczesnie czerpala smutna radosc z slodkiej bliskosci lezacej obok matki. Wsluchiwala sie pilnie w jej cichy, rowny oddech, wiedzac, ze w pewnej chwili, jego cieplo, majace cos z miekkosci nagrzanej sloncem trawy, przyblizy sie i zmieni w goracy pocalunek. Jakze pragnela i bala sie tej chwili! Wiedziala, ze minuta ufnego wtulenia w ramiona matki musi szybko pierzchnac, jakby bicie serca, ktore czula przy swoim sercu, niecierpliwie znaczac uciekajacy czas, przynaglalo do pospiechu; wiedziala rowniez, ze potem na ksztalt rozleglej i ogromnie smutnej rowniny, ogladanej kiedys z okna pociagu, otworzy sie szeroki bieg tesknych godzin, ciezko jak blady dzien wylonionych z mroku i powoli, znow w glab tym razem juz mroku wieczornego zdazajacych. Ale nawet pamiec cierpkiego smaku godzin, wsrod ktorych miala sie tak dlugo blakac, nie tlumila w niej pragnienia pocalunku: krotkiej chwili szczescia zawistnie sciganej przez koniecznosc. To ranne powitanie, rownoznaczne z pozegnaniem, bo wszystko, co pozniej matka czynila, stawalo sie niepowrotnym odplywaniem radosci i spokoju, bylo w ciagu dnia jedynym oparciem Anny. Byla to chwila, do ktorej uciekalo sie jak pod dach w czasie wiatru i sloty. Jej waski krag promienial swiatlem w ciemnosciach. Przypasc do niego, zanurzyc sie w nim i zaczerpnac stamtad oddechu, ktory gral potem w piersiach nieokreslona spiewna rzewnoscia - jakiez to bylo wytchnienie i ulga. I wtedy wczesny zmierzch zimowy, przedtem grozny, teraz stal sie laskawym sprzymierzencem. Anna nauczyla sie tysiaca wybiegow, odkryla sile przymilnych klamstw, byle tylko wyrwac sie spod opieki panstwa Podhaliczow, opuscic ich jasny pokoj i umknac do swego, gdzie w mroku szybko gestniejacym mogla wrocic do chwili narodzonej w podobnym cieniu. Kiedy wraz z zieleniejacymi na podworzu kasztanami przyszly dlugie dnie, odkryla, ze powrot do malej porannej chwili osiagnac mozna sztucznie: zamknawszy oczy. Potrzebowala do tego tylko samotnosci i ciszy. Podworko bylo spokojne, ludzie zaludniajacy oficyny bardzo dalecy w swoich mieszkaniach, niebo lagodne. W czerwcu, gdy zmierzchy szerokimi teczami wyrastaly w gorze, w powietrzu unosil sie zapach kwitnacych pomiedzy kasztanami akacji, a pewien pan wygrywal na wiolonczeli melodie, ktore jak waskie, faliste sciezki prowadzily w glab nieznanych i tajemniczych krajow. Poczul widac chlod bo szczelniej otulil sie szlafrokiem i dlonie zanurzyl w rekawy. Poniewaz siedzial w pewnej odleglosci od biurka, krag lampy tylko glowe jego wylanial z cienia; stozkowate sklepienie lysej czaszki, twarz drobna i pomarszczona o waskich, zwiedlych wargach i z nosem, ktorego ostry zarys nadawal policzkom wyraz ptasiej drapieznosci. Spod polprzymknietych powiek zaledwie widac bylo zrenice: nikle, wyblakle pasemko, nieruchome, uwiezione, zdawalo sie, w skorupie woskowej. "To jest moj ojciec?" - pomyslal nagle Seweryn i ogarnelo go zdumienie, jakby po raz pierwszy odkryl nie znana dotad prawde. Coz go wlasciwie z tym smiesznym, zniedoleznialym czlowiekiem laczylo? Mlodosc, ktora w sobie czul, nie miala nic wspolnego z tamta przywiedla staroscia i sama mysl o prawdopodobienstwie jakiegokolwiek powinowactwa wydala mu sie obrazajaca i wstretna. Mial wrazenie, ze gdyby przez dluzszy czas przypatrywal sie ojcu, powtarzajac sobie jednoczesnie, ze to jest wlasnie ojciec, uczulby wreszcie do samego siebie nienawisc. "Gdybym mial kiedy tak wygladac - myslal - wolalbym nie zyc. Coz bowiem moze wynagrodzic podobna wegetacje, czymze sie jest, gdy przestaje sie przyciagac ludzi, a w ich oczach zamiast zainteresowania znajduje sie obojetnosc? A jednak kiedys... - Seweryn zagryzl wargi. - Nie, nigdy!" Wtem Gejzanowski podniosl glowe i jego oczy, z wysilkiem wyluskane z woskowego okrycia, spoczely na Sewerynie. - Wiec chcesz jutro? - powiedzial. - Dobrze... Zajdz do mnie rano, dam ci pieniadze na droge. Seweryn tak byl przygotowany na odmowe, ze szybka zgoda ojca oszolomila go.